Wieloznaczność piękna II

 

Susan Sontag, pisząc o przemijającym pięknie, traktowanym jako trwała spuścizna wieków minionych, skłania się ku twierdzeniu, że piękno w fotografii jest tak samo względnie pojmowane jak prawda i że to właśnie zamaskowanie obu tych niewątpliwych skłonności fotografii leży u przyczyn nadawania zdjęciom innych znaczeń i wartości. Według Sontag fotografia jest zbyt słaba [sic!], aby być nośnikiem jedynie prawdy i piękna, stąd rozmaita złożoność jej kontekstu w swej ogólnie humanistycznej treści. Według mnie jest akurat odwrotnie, świadczy to ogromnej sile tego środka wyrazu, który posiadł aż tyle możliwości, iż nie można go jednoznacznie sklasyfikować. Choć oczywiście mówimy tutaj o tym samym – o wieloznaczności zwykłych zdjęć, które mogą być w każdej chwili ?właściwe?, w zależności czy będziemy rozprawiać o pięknie i formie czy o ponadczasowości humanistycznej treści. Stąd zapewne wzięła się niewiara Sontag w siłę telewizji, która przeskakując z obrazka w obrazek, nie ?zamraża? treści, nie przykuwa wzroku, nie izoluje piękna i formy, ani nie skłania do licznych interpretacji. Chyba nie mówimy, że rzeczy sfilmowane są piękne, piękniejsze niż w rzeczywistości – o rzeczach sfotografowanych tak mówimy. W opinii Sontag interpretacja w TV jest jedna, bo mówi jednym językiem – dosłownym, wynikającym z połączenia świata przepływających nieustannie obrazów, z jednoczesnością przypisywanych im słów. Zastosowanie słowa w obrazie wyklucza analizę treści, czyni tę treść oczywistą, taką, której mamy zaufać. C.D.N.

Dodaj odpowiedź

Musisz się zalogować aby dodać komentarz.