Słowo mówi więcej

  

     Dużo w ostatnim czasie i głośno o rynku sztuki w Polsce. Rynku, dodajmy, nieistniejącym – wg wielu. Ci natomiast, którzy ten rynek jednak zauważają, ubolewają nad tym, jakie to spustoszenie on wprowadza. Błędne koło. O rynku sztuki w naszym kraju, będzie innym razem, jednak wg mnie, w rynku właśnie nadzieja.       Komercyjny jest charakter każdej ludzkiej działalności, bowiem ludzie jako milionowe masy wciąż pozostają w tyle za ekstrawagancją i szumem postmodernizmu, jakkolwiek by się on nie przepoczwarzał. Zwłaszcza w sferze sformułowań i kolejnych ?izmów, mających swoje korzenie jak najbardziej w potrzebie komercyjnego sprolongowania działania artystycznego [sic!].

     Rozgłos należy zamienić na sukces, a sukces na zarobek. Do tego służy język mówiony – ten, któremu się ufa, nie obraz fotograficzny, tylko teoretyczne rozważania przelane na papier. Wciąż funkcjonuje mit niepodważalności tego, co napisane, stąd coraz więcej mamy dziś dzieł sztuki bez dzieła, a jedynie z   i n s t r u k c j ą      o b s ł u g i – niezbędnym rodowodem i obowiązkowymi koneksjami rodzinnymi i towarzyskimi owych ?śmieci?, częstokroć znakomicie technicznie spreparowanych. Jak powiedziałem, taką sztukę łatwiej ?sprzedać?, lub chociaż przemycić. Jakże wiele ostatnio obrazów, posiadających w sobie napis lub konkretnie ukierunkowany tytuł. Staromodna, lecz niezbędna w takich warunkach ?literatura?, potrafi uczynić wciąż więcej niż znacznie od niej młodsza fotografia w wydaniu klasycznym [nie wspominając o jeszcze młodszych dzieciach-niemowach, typu instalacja], która szybciej jakoś wyszła z mody i poczęła przyjmować bezlitosne ciosy od każdej możliwej formacji artystycznej. Nikt jednak paradoksalnie nie kwestionuje literatury jako środka, który się wypalił i nie ma sił przemówić. Dzieci-niemowy czują respekt przed matką, będącą najlepszym retorem, skwapliwie na niej żerując ?

    

Dodaj odpowiedź

Musisz się zalogować aby dodać komentarz.